Ziaja baltic home spa wellness

Kosmetyki naturalne to potrzeba, czy chwilowa moda? Dla mnie bardziej potrzeba niż moda dlatego poszukiwania i testy trwają. Tym razem skupimy się na serii Ziaja baltic home spa wellness. Rzadko zgłaszam się do testów na stronach do tego przeznaczonych, ale tym razem uległam pokusie. Zacznijmy od tego że, artykuł nie jest sponsorowany, a wyrażone przeze mnie opinie są w 100% moje. Aż głupio, że muszę o tym pisać, ale sami wiemy jak to w dzisiejszym świecie jest. Reklamy są wszędzie i ciągle ktoś nas przekonuje, że dany produkt jest nam niezbędny do życia 😉

Do testów z Ofeminin otrzymałam Baltic home spa wellness serum przeciwzmarszczkowe do twarzy, szyi i dekoltu oraz lekki krem nawilżająco-liftingujący do twarzy.

Co mówi producent o serii Ziaja baltic home spa wellness

Na stronie producenta znalazłam następujące informacje:

baltic home spa wellness serum przeciwzmarszczkowe do twarzy, szyi i dekoltu

produkt wegański
98% składników pochodzenia naturalnego

DZIAŁANIE
– Zmniejsza oznaki starzenia, zmarszczki i rozszerzone pory.
– Skutecznie nawilża, przywraca jędrność i elastyczność skóry.
– Wzbogacony w krzem i kwas alginowy kremożel wygładza mikrorzeźbę skóry.
– Działa jak pielęgnacyjny doping, poprawia wygląd i kondycję skóry.

baltic home spa wellness lekki krem nawilżająco-liftingujący do twarzy

produkt wegański
95% składników pochodzenia naturalnego

Krem zawiera algę oceaniczną o szerokim spektrum ochrony skóry przed:
– wolnymi rodnikami
– stresem oksydacyjnym
– niebieskim światłem (HEV Light)

DZIAŁANIE
– Spłyca i wygładza zmarszczki.
– Poprawiając napięcie naskórka daje widoczny efekt liftingujący.
– Aktywnie nawilża i uelastycznia skórę.

Subiektywna ocena serii Baltic Home Spa Wellness

Serum przeciwzmarszczkowy do twarzy, szyi i dekoltu Ziaja Baltic Home Spa Wellness

Niestety nie wypowiem się w kwestii składów. Powiedzmy że wierzę producentowi, że produkt jest to produkt wegański i 98% składników jest pochodzenia naturalnego. Trzeba przyznać, że takie informacje wywołują pozytywne emocje. Sięganie po kosmetyki (mniej lub bardziej) naturalne jest trendem, który coraz mocniej zakorzenia się w naszej psychice.

Serum ma niezwykle przyjemny zapach i żelowo-kremową konsystencję. Trzeba przyznać, że dobrze się wchłania i zostawia skórę nawilżoną i ukojoną. Z pewnością znacie to uczucie ulgi po nałożeniu kosmetyku. Tak było i tym razem, bo czułam że skóra jest dobrze przygotowana do nałożenia kremu.

Serum o pojemności 90 ml jest zamknięte w plastikowej buteleczce z pompką, co usprawnia ten etap pielęgnacji.

Lekki krem nawilżająco-liftingujący do twarzy Ziaja Baltic Home Spa Wellness

Ogólnie, przyznaję że mnie oprócz fajnych sloganów „składniki pochodzenia naturalnego” skusiło też minimalistyczne opakowanie. Kiedyś patrzyłam na to inaczej, ale teraz gdy ciągle słyszymy o zbliżającej się katastrofie ekologicznej, staram się wybierać mądrzej. Opakowanie to prosty kartonik, bez kolorowych nadruków, a co najważniejsze dodatkowej folii na opakowaniu.

Krem faktycznie jest lekki i dobrze się wchłania. Jest zamknięty w minimalistycznej, plastikowej butelce z atomizerem w formie pompki. To z pewnością pozwala zachować higienę kremu i ułatwia jego nakładanie. Na plus jest również to, że zapach jest równie przyjemny jak serum. Krem pozostawia skórę delikatnie nawilżoną. W moim odczuciu to krem przeznaczony raczej co cery tłustej/mieszanej, która szybko się wyświeca i nie potrzebuje dużego nawilżenia. Myślę że produkt nie sprawdzi się u osób o większych potrzebach, które potrzebują większego nawilżenia.

Podsumowując

Zupełnie obiektywnie powiem że produkt jest fajny i naprawdę miło się go stosowało. Niestety ze względu na kierunek w którym chciałabym zmierzać, czyli -> mniej plastiku, czuję że raczej do tego produktu nie wrócę. Chyba jednak wolę zapłacić więcej i kupić produkt w szklanym opakowaniu. Liczyłam, że gdzieś znajdę informację, że plastik pochodzi z recyklingu, co złagodziło by moje wyrzuty sumienia. Niestety nie doszukałam się takich informacji.

Dlaczego w ogóle szukałam tego typu informacji i liczyłam, że produkt jest przyjazny środowisku? Zmyliło mnie opakowanie. Tak. Opakowanie sprawiło, że pomyślałam, że produkt jest skierowany do osób, dla których naturalna pielęgnacja i dbałość o środowisko są ważne.

 

Z mojej strony to tyle, a Was tradycyjnie zapraszam na Youtube Instagram po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam!

Joanna Malinowska

 

Gabriella Salvete, akcesoria i kosmetyki na każdą kieszeń

Jako blogerka, mam dostęp do wielu kosmetyków z różnej półki cenowej. Mam swoich ulubieńców, ale prawda jest też taka, że lubię wiedzieć co nowego pojawia się wśród kosmetycznych nowości. Gabriella Salvete to marka, która potrafi zaskoczyć różnorodnością produktów, a na rynku czeskim prężnie działa już od 1990 roku. A od jakiegoś czasu, produkty tej marki możecie kupić m.in. w sklepie  E-glamour i jest w czym wybierać.

Co znajdziesz w ofercie Gabriella Salvete?

Zaskoczę Was, bo w ofercie znajdziecie kosmetyki do:

  • makijażu – m.in. tusze do rzęs, podkłady, paletki cieni i wile innych,
  • pielęgnacji twarzy – maseczki nawilżające, oczyszczające, przeciwzmarszczkowe,
  • pielęgnacji ciała – takie jak żele, kule do kąpieli, maski do rąk i stóp,
  • akcesoria – do kąpieli, pielęgnacji dłoni, pędzle do makijażu i wiele innych.

Jak widzicie wybór jest spory i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja tym razem postawiłam na akcesoria, gdyż kosmetyków w tej chwili na moich półkach jest całkiem sporo. Inna sprawa, że świetny artykuł na temat kosmetyków marki Gabriella Salvete znajdziecie Tutaj i tam Was odeślę. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat kosmetyków ze zdjęcia zajrzyjcie na blog Tinaha.pl.

Podróżujesz? Oszczędzaj miejsce w walizce!

Moja dusza podróżniczki i niespełnionej minimalistki, również znalazła coś dla siebie w ofercie Gabriella Salvete. Kocham podróże i te małe i te duże. Jak tylko znajduję możliwość pakuję walizkę i wyruszam w poszukiwaniu przygód. Te wszystkie wyprawy nauczyły mnie bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie często mniej, znaczy lepiej. Ale do rzeczy!

Jeśli wyruszacie gdzieś na kilka dni, nie musicie brać ze sobą całego żelu pod prysznic, szamponu, albo ciężkiego słoiczka kremu. Zminimalizujcie kosmetyczkę i nie upychajcie w walizce niepotrzebnych rzeczy.

Gabriella Salvete

W ofercie Gabriella Salvete znalazłam dla siebie zestaw buteleczek podróżniczych na kosmetyki. W opakowaniu znajduje się 7 pojemniczków do uzupełnienia swoimi ulubionymi kosmetykami. Niewielka pojemność, ale wystarczająca, by wyjechać na kilka dni i zabrać ze sobą wszystko co niezbędne.

Gabriella Salvete

Jak dla mnie to rozwiązanie idealne, które mocno ogranicza ilość zabieranych przeze mnie kosmetyków.

Akcesoria które warto mieć w torebce?

Moja nie idealna cera lubi się wyświecać w ciągu dnia. Tak więc w moim wypadku, poprawki w ciągu dnia są konieczne. Nie lubię nosić dużych torebek, bo cenię sobie swobodę. Co za tym idzie, w niewielkiej torebce jest też niewiele miejsca. Tak zostałam posiadaczką tego mini pędzla, który świetnie się sprawdzi w kosmetyczce podróżniczki, ale też w torebce każdej z nas. Pędzel ma miękkie, a jednocześnie zbite włosie. Dokładnie takie jakie lubię do aplikacji pudru. Poza tym zamyka się w eleganckiej metalowej tubie, dzięki temu zachowujemy higienę naszego pędzla i mamy go zawsze pod ręką w razie potrzeby.

Gabriella Salvete

Do tej pory brakowało mi jeszcze jednej rzeczy…

Wszystko zmieniło się ponad rok temu, kiedy to uznałam, że czas wrócić do naturalnych paznokci i uwolnić się od manicure hybrydowego. Lubię swoje naturalne paznokcie, są twarde i mocne, ale fakt, że bez kilku warstw lakieru hybrydowego, nieco bardziej narażone na uszkodzenia. Brakowało mi małego zestawu „naprawczego” który w razie problemu wyciągnę z torebki i na przykład spiłuję delikatnie uszkodzoną płytkę paznokcia.

Gabriella Salvete

Ten mini zestaw do paznokci, to świetne rozwiązanie do wykorzystania również w podróży. Ładnie się prezentuje i zawiera wszystko co niezbędne.

Gabriella Salvete

Mam nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć Wam markę Gabriella Salvete. Myślę że jest warta uwagi nie tylko ze względu na atrakcyjne ceny, ale też na różnorodność produktów jakie nam oferuje. Ja póki co skupiłam się na akcesoriach, których mi brakowało, ale nie wykluczone, że wkrótce skuszę się na któreś z kosmetyków do makijażu.

 

Po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam na Youtube Instagram.

Joanna Malinowska

 

 

 

Kuracja kwasami – RetixC 4% w praktyce

Kuracja kwasami jest dość popularnym sposobem poprawienia stanu skóry. Tyle że warto mieć świadomość, że kwasy są rożne, o różnym stężeniu, a co za tym idzie o różnej intensywności działania. Osobiście nie polecam stosowania dużych stężeń na własną rękę, bo efekty mogą być niestety odwrotne. Zamiast poprawienia stanu skór znacząco go pogorszymy. Ale do rzeczy!

Kwas retinol – kuracja kawasami

Jak już wspomniałam wyżej, kwasy i ich stężenia mogą być różne. Absolutnie nie polecam eksperymentów z dużymi stężeniami (tzn. kwasami do zabiegów profesjonalnych) w warunkach domowych. Przygodę z kwasami powinnaś zacząć od niskich stężeń, takie które są zawarte w kosmetykach przeznaczonych do domowej pielęgnacji. Zdaję sobie sprawę że działanie takich kosmetyków jest minimalne, ale pozwoli naszej skórze oswoić się z kwasami. Regularność jest tutaj kluczem do sukcesu. Więc jeśli oczekujesz efektów to zdecydowanie musisz być regularna i stosować kosmetyk zgodnie z zaleceniami.

Kuracja kwasami może przynieść naprawdę świetne efekty, ale wymaga czasu i cierpliwości. W dzisiejszym artykule opowiem nieco więcej na temat kuracji kwasem RetixC czyli maską retinolową 4%. Jest to już spore stężenie, ale postanowiłam wykonać go sama w domu, dlatego że miałam już do czynienia z tym kwasem. Wykonywałam ten zabieg w salonie kosmetycznym i wiedziałam jak trzeba go wykonać i jak zareaguje moja skóra.

Kuracja kwasem RetixC 4%

Zestaw służy do użytku profesjonalnego i zawiera serum i maskę, w których skład wchodzą:

  • Retinol 4% – silnie odmładza, zagęszcza, nawilża i rozświetla skórę, preparat zmniejsza ryzyko podrażnień i zapewnia wysoką tolerancję,
  • Witamina C 8% – w stabilnej, lewoskrętnej postaci działa rozświetlająco i silnie antyoksydacyjnie,
  • Antyoksydanty 30% – wykazują duże działanie odmładzające i chronią skórę przed szkodliwymi reakcjami utleniania.

Zabieg służy do użytku profesjonalnego, ale jako że miałam go już nakładany w warunkach profesjonalnych, uznałam że powtórzę zabieg w domu. (Nie zalecam tego, jeśli nigdy nie nakładałaś na swoją twarz kwasów o taki stężeniu).

Ogólnie sposób użycia jest bardzo prosty. Na odtłuszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu aplikujesz zawartość ampułki z serum z witaminą C i wmasowujesz aż do wchłonięcia. Następnie należy nałożyć cienką warstwę maski i pozostawić na skórze. Zestaw ze zdjęcia, czyli 1 saszetka z maską jest przeznaczona na jeden zabieg. Rekomendowany czas pozostawienia maski na skórze to 4-8 godzin. Po upływie określonego czasu należy dokładnie oczyścić skórę za pomocą czystej zimnej wody. Zabieg możesz powtórzyć najwcześniej po 4 tygodniach.

Jak przebiega rekonwalescencja po kuracji kwasem Retix.C 4%?

Decydując się na kuracje kwasami o takim stężeniu, musisz się liczyć z efektem łuszczenia skóry, trwającym nawet do 10 dni. W moim wypadku łuszczenie zaczynało się po 2-3 dniach od wykonania zabiegu. Początkowo skóra jest po prostu zaczerwieniona i lekko podrażniona.

Kilka dni później w centralnej części twarzy efekt łuszczenia był już niemal niewidoczny. Natomiast na szyi nadal występowało łuszczenie i podrażnienie skóry.

Cierpliwość to klucz do sukcesu. Niestety na efekty po tym zabiegu trzeba poczekać. Nim zobaczysz rozświetloną skórę, bez przebarwień, zazwyczaj musisz wykonać kilka takich zabiegów w serii. Fakt, że już po pierwszym widać lekką poprawę skóry, ale dopiero seria daje wyraźnie widoczne efekty.

O czym musisz pamiętać decydując się na kurację kwasem Retix.C?

Decydując się na kurację kwasami musisz sobie zdawać sprawę z tego, że po takim zabiegu będziesz wycięta z życia przez co najmniej kilka dni. W moim wypadku skóra wyglądała źle przez około tydzień i nie było mowy by nałożyć w tym czasie nawet lekki podkład czy krem BB bo niestety wszelkie skórki tylko się bardziej uwidaczniały.

Poza tym, co pewnie dla większości jest oczywiste, ale muszę to tutaj napisać, trzeba uważać na słońce. Skóra po retinolu jest dość wrażliwa i trzeba ją chronić przed słońcem. Stosowanie kremów z filtrami jest wręcz niezbędne. Ogólnie kuracje kwasami o większym stężeniu wykonuje się w okresie jesienno-zimowym i warto trzymać się tych zaleceń.

No i najważniejsze… nie eksperymentuj na własną rękę. Nie jesteś pewna jak poprawnie wykonać zabieg, czy Twoja skóra polubi się z kwasami? Wybierz się do dobrego salonu kosmetycznego, wykonaj zabieg w warunkach profesjonalnych. Być może nie potrzebujesz wysokich stężeń, a wystarczy tylko zabieg lekkim kwasem, albo stosowanie kosmetyków w warunkach domowych.

Warto korzystać z wiedzy profesjonalistów, którzy już po krótkim wywiadzie i przeglądzie stanu skóry, dobiorą nam odpowiedni zabieg, bądź kosmetyki.

Podsumowując

Kuracja kwasami potrafi fajnie poprawić stan naszej skóry. Jeśli jak ja borykasz się z rozszerzonymi porami, przebarwieniami i zaskórnikami, być może to zabieg właśnie dla Ciebie. Czy polecam RetixC 4%? Polecam i pewnie jesienią znowu go powtórzę.

A Ty masz jakieś już wykonywane jakieś zabiegi z kwasami? Polecasz jakieś kosmetyki z retinolem do stosowania w domu?

 

Po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam na Youtube Instagram.

Joanna Malinowska

Czy Miracle Gel może zastąpić lakiery hybrydowe?

Dłonie są wizytówką każdej kobiety, a że czasy są niepewne ze względu na pandemię, sama dbam w domu o moje paznokcie. Miracle Gel od Sally Hansen zainteresował mnie ponieważ producent obiecuje trwałość lakieru nawet do 14 dni, bez konieczności stosowania lamp. Do tego samo ściąganie lakieru, nie jest tak czasochłonne jak przy manicure hybrydowym. O ile samo malowanie paznokci lakierami hybrydowymi nie jest skomplikowane to niestety ich ściąganie, jest jak dla mnie, mocno uciążliwe i czasochłonne.

Co to właściwie jest Miracle Gel od Sally Hansen?

Miracle Gel jest systemem żelowego manicure bez stosowania lamp UV. Producent zapewnia trwałość koloru nawet do 14 dni w dwóch prostych krokach. Wystarczy tylko nałożyć jedną, a najlepiej dwie (dla większej intensywności koloru) warstwy lakieru Miracle Gel, a następnie top coat Miracle Gel, którego zadaniem jest utrwalenie koloru.

miracle gel

Ot cała filozofia. Żadnych lamp UV, żadnego użerania się ze ściąganiem lakieru. Wystarczy tylko zmywacz do paznokci i gotowe. Dodatkowym atutem jest to że tak jak w przypadku lakierów hybrydowych tak i tutaj mamy dwa warianty wykończenia. To od naszych upodobań zależy, czy wybierzemy to błyszczący czy matowy.

Ogólnie zasada działania bardzo prosta. Tylko czy to naprawdę działa?

Jak się u mnie sprawdził Miracle Gel Sally Hansen?

Nim rozwinę swoją recenzję, dodam że testowałam kolor 680, czyli piękna krwistą czerwień. Chciałam to zaznaczyć, bo nie da się ukryć, że co jak co, ale na czerwieni od razu widać wszelkie niedoskonałości. Ponadto zestaw otrzymałam w ramach testu dla portalu wizaz.pl, nie mniej jednak opinia jest w pełni szczera.

Miracle Gel kolor 680

Jeśli chodzi o kolor 680 to bezwzględnie jest to piękna czerwień, która niesamowicie mi się podoba. W zestawie jaki otrzymałam, były też dwa topy, 101 błyszczący i 102 matowy. Stosowałam oba i nie zauważyłam różnicy w trwałości lakieru. Można więc założyć, że oba wpływają tak samo na trwałość lakierów Miracle Gel.

Co do topu matowego (nr 102) pewnie nie będę obiektywna, bo po prosu średnio lubię takie wykończenie. Ogólnie mam wrażenie, że bez względu na to czy jest to matowy top hybrydowy, czy Miracle Gel, to efekt jest ten sam. Jak dla mnie, główna wada matowego wykończenia paznokci jest to, że szybko się rysują i wyglądają nieestetycznie. Zdecydowanie jestem zwolenniczką błyszczących paznokci, dlatego że mam wrażenie, że dłużej wyglądają świeżo i ładnie.

Miracle Gel kolor 680

Niestety w obu przypadkach odniosłam wrażenie, że nałożenie warstwy top powoduje rozpuszczenie lakieru. Za każdym razem odczekiwałam kilka minut, by lakier dobrze wyschnął, niestety nakładanie topu, powodowało powstawanie smug. Nie wygląda to zbyt estetycznie, zwłaszcza w przypadku wymagającego czerwonego koloru.

Co do trwałości, niestety też nie powala. Niestety w moim wypadku lakier utrzymywał się zaledwie kilka dni. Natomiast zaznaczę, że w tym czasie wykonywałam normalne czynności, tradycyjnej pani domu. Dbałam o porządek, prałam, sprzątałam itp. Czyli wykonywałam wszystkie te czynności, które na co dzień wykonuje większość z nas. Po dwóch dniach stan lakieru prezentował się tak jak na poniższym zdjęciu.

Mam też uwagi do matowiego topu, dlatego że moim zdaniem mat utrzymuje się bardzo krótko. Odnoszę wrażenie, że już po dwóch dniach z matu niewiele zostało. Natomiast paznokcie wygląda nieładnie, a wszelkie niedoskonałości, tupu smugi czy ryski na lakierze są jeszcze bardziej widoczne.

Podsumowując

W moim odczuci Miracle Gel Sally Hansen niestety nie jest wart swojej ceny i nie zastąpi, znacznie trwalszego manicure hybrydowego. Moim zdaniem Miracle Gel niestety nie jest tak trwały jak manicure hybrydowy. W moim odczuciu nie utrzymywał się w dobrym stanie nawet 5 dni, a to trochę go dyskwalifikuje ze wzglądu na to, co obiecuje nam producent. Mam ochotę wypróbować jeszcze jakiś inny kolor, np. nude, by sprawdzić czy jego trwałość oraz odczucia wizualne są równie słabe, ale chyb trochę mi szkoda wydawać ponad dwadzieścia złotych, na lakier który użyję tylko do testu. Niestety obawiam się, że wynik może być podobny, ale dajcie znać czy stosowałyście Miracle Gel. A jeśli tak to dajcie znać jak się sprawdził i jaki kolor lakieru miałyście.

 

Po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam na Youtube Instagram.

Joanna Malinowska

Maseczka zwężająca pory AA – cera z problemami

Nie miałam tyle szczęścia. Nigdy nie byłam posiadaczką idealnej cery. Już nawet nie pamiętam od kiedy walczę z niedoskonałościami i rozszerzonymi porami. Jeśli jesteś farciarą i masz idealną cerę, ten tekst nie jest dla Ciebie. Jeśli tak jak ja nigdy takiej nie miałaś, zapraszam do czytania.

Maseczka zwężająca pory AA rozwiąże mój problem?

Zawsze marzyłam o tym by pozbyć się niedoskonałości. Walczę z nimi odkąd zaczęłam dojrzewać i pomimo 40-ki na karku nadal dojrzewam i mam wrażenie, że to się już nie zmieni… Z biegiem lat do wyprysków dołączyły rozszerzone pory i podrażniona skóra. No naprawdę mam komplet nieszczęść na twarzy. Ale przejdźmy do rzeczy.

Maseczka zwężająca pory AA przykuła moje oko w drogerii i pomyślałam, że w związku z tym, że to tylko saszetka to kupię ją i wypróbuję. Przez te wszystkie lata nie nauczyłam się tego, by nie ufać za bardzo producentom. Cóż, zdecydowanie nie warto im ufać, ale jakoś przetestować dany produkt trzeba 😉

Maseczka ma pojemność 10 ml i wystarczyła mi na 3 użycia. Konsystencja jest dość mocno kremowa i jakoś nie czułam potrzeby nakładania grubszej warstwy. Z mojej perspektywy nie było takiej potrzeby.

Poza tym, że konsystencja była mocno kremowa to wyczułam tam również grudki, ale tak szczerze, było ich tak niewiele, że nie bardzo wiem jakie miało by być ich działanie.

Podsumowując

No niestety nie polecam. Serio, nic się nie wydarzyło. Nie zauważyłam nawet delikatnej poprawy mojej cery. Wiem że saszetka, to nie jest duży wydatek, ale z mojej perspektywy, po prostu nie warto. Lepiej wydaj te pieniądze na coś innego. Ja czuję się rozczarowana, bo po raz kolejny miałam nadzieję, że skóra się trochę poprawi i po raz kolejny się rozczarowałam…

A Ty masz jakiś sprawdzony produkt na zwężone pory? Bo moja cera zdecydowanie takiego potrzebuje.

 

Po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam na Youtube Instagram.

Joanna Malinowska

Kubeczek menstruacyjny – co warto wiedzieć

Kubeczek menstruacyjny zmienił moje życie. Naprawdę. Nie przesadzam. Stosowanie kubeczka menstruacyjnego uwolniło mnie od chodzenia w przysłowiowej pieluszce i pozwoliło poczuć się komfortowo nawet w TE dni.

Co to jest kubeczek menstruacyjny?

Artykuł powinnam rozpocząć właśnie od odpowiedzi na to pytanie. Choć przypuszczam, że większość z Was słyszała już o tych kubeczkach, to mam wrażenie, że wciąż jest to temat trochę tabu.

kubeczek menstruacyjny

Zacznijmy od tego, że gdy pierwszy raz usłyszałam o kubeczku menstruacyjnym, na mojej twarzy malował się raczej obraz obrzydzenia… 
Że niby mam wkładać w siebie jakiś kubeczek, do którego będzie spływała krew…?

Cóż, mogę sobie wyobrazić Wasz wyraz twarzy, ale dokładnie TAK!

Jeśli myślisz, że stosowanie kubeczka menstruacyjnego jest bardziej obrzydliwe, niż stosowanie podpasek, czy tamponów, to prawdopodobnie nigdy go nie stosowałaś.
Oczywiście od każdej reguły są wyjątki. Każdy jest inny, prowadzi inny tryb życia i ma inne potrzeby. Nie mniej jednak, po tym jak po raz pierwszy użyłam kubeczka menstruacyjnego w mojej głowie kotłowała się tylko jedna myśl… Czemu do cholery dopiero teraz!

Serio! Tu nie ma miejsca na budowanie napięcia i dramaturgii. Nie próbowałaś, to serio warto spróbować i wyrobić sobie swoje własne zdanie. Być może tak jak ja, poczujesz że właśnie to jest idealne rozwiązanie na te trudne dni.

Jaki kubeczek menstruacyjny wybrać?

Nie będę tutaj obiektywna, bo mam  tylko jeden. Wybrałam kubeczek menstruacyjny Facelle, tylko dlatego, że był dostępny w Rossmannie i mogłam go po prostu kupić, pod wpływem chwili. Drugi argument dla którego go kupiłam, to cena 39,99 zł. Jest to jeden z najtańszych kubeczków menstruacyjnych jakie znalazłam. Poza tym są dostępne od ręki, więc uznałam, że jest idealny do tego, by wypróbować taki system zabezpieczania się podczas miesiączki.

kubeczek menstruacyjny

Kubeczki menstruacyjne występują w różnych rozmiarach, a ich wybór na rynku jest naprawdę spory. Wystarczy troch poszperać w sieci by znaleźć odpowiedni dla siebie. Najpopularniejsze kubeczki menstruacyjne to: Lily CupLunette, Perfect Cup, MeLuna. Natomiast wybór jest o wiele większy, a opinie tak skrajne, że uważam, że jednak trzeba się kierować anatomią naszego ciała i trochę intuicją.

Pierwszy raz z kubeczkiem menstruacyjnym

Z pewnością kluczem do udanej relacji z kubeczkami jest tzw. dotarcie się i bliższe poznanie (tak wiem jak to brzmi, ale jakby nie było, jest to pewnego rodzaju relacja). Bez koloryzowania powiem, że pierwsza aplikacja wiązała się dla mnie ze stresem, bo obawiałam się, że mogę go potem nie wyjąć. Inna sprawa jest taka, że bałam się że wypadnie, a ja zaleję się nagle krwią…

Bez obaw. Wiem, że przedstawiony powyżej obraz jest dość drastyczny, ale właśnie takie obawy towarzyszyły mi pod czas pierwszych dni z kubeczkiem.

kubeczek menstruacyjny

Zdecydowanie nie jest tak źle jak by się mogło wydawać. Aplikacja wymaga po prostu wprawy i wyczucia, trochę tak jak w przypadku tamponów. Pamiętaj, że kubeczek menstruacyjny wkładamy nieco płycej niż tampon, ale ważne by końcówka kubeczka nie wystawała z pochwy, bo będzie się to wiązało z dużym dyskomfortem. Kubeczek możesz aplikować w różnych pozycjach (tak jak w przypadku tamponów), a krawędzie pierścienia można zgiąć w kształt litery C, S lub po prostu do środka. Ważne by wyczuć, że kubeczek się zassał. Na początku radzę zakładać również cienką wkładkę, by uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.

Choć brzmi to wszystko skomplikowanie, jestem pewna, że z każdą kolejną miesiączką dojdziesz do większej wprawy.

Środki ostrożności w przypadku stosowania kubeczka menstruacyjnego

Chyba nie muszę tłumaczyć, że o nasze miejsca intymne trzeba dbać. W czasie miesiączki szczególnie powinnyśmy dbać o higienę. Aplikując kubeczek pamiętaj, o czystych dłoniach i paznokciach. Kubeczek wyjmujemy co 8-12h, myjemy pod bieżącą wodą i możemy go zaaplikować ponownie. Przed pierwszą aplikacją, na początku i po zakończeniu cyklu odkażam kubeczek gotując go we wrzątku przez kilka minut.

Do mojego kubeczka był dołączony woreczek, w którym przechowuję mój kubeczek. Dbam o niego, bo chcę by mi towarzyszył przez najbliższe kilka lat. Nie ukrywam, że głównym argumentem za tym, by zrezygnować z podpasek były względy ekologiczne. M.in. dlatego posiadam tylko jeden kubeczek, bo on w zupełności mi wystarcza, a finalnie wszystkie posiadane przez nas rzeczy lądują na wysypisku śmieci.

Już na sam koniec dodam, by nie kupować kubeczków z niepewnych źródeł. Pamiętaj, że stosowanie kubeczka będzie bezpieczne, jeśli sam kubeczek będzie wykonany z bezpiecznego tworzywa z odpowiednimi certyfikatami. Ja osobiście bałabym się kupić kubeczek menstruacyjny z popularnych chińskich sklepów internetowych.

Jeśli miałaś do czynienia z kubeczkiem menstruacyjnym, daj znać jakie są Twoje odczucia. A może masz swój ulubiony kubeczek, który zaskoczył Cię idealnie dopasowanym kształtem anatomicznym. Czekam na Wasze komentarze.

 

Po więcej z życia wziętych pogadanek, zapraszam na Youtube Instagram.

Joanna Malinowska